muzyka.gery.pl

element - psychophenomenon

2003

Czy ktoś będzie zaskoczony, gdy powiem, iż Element narodził się na polskiej ziemi? Tak? No cóż, nie ta sytuacja obrazuje przykrą przypadłość naszego "pieknego" kraju - wybić się tutaj trudno jak jasna cholera. Tym bardziej jeśli pochodzi się z małej miejscowości, ale o tym przy innej okazji...

O Element warto pisać! Nie dlatego, iż są doskonałym przykładem naszych chorych realiów, ale dlatego, że ich muza kopie po mordzie tak, jak powinien to robić ekstremalny ochłap Metalu. Kwintet z Iwonicza sam określa swoją muzykę jako neo death. I można się pod tym spokojnie podpisać. Panowie młócą Brutalny Death z (nomen omen) elementami Grindu, a w taką, wydawałoby się sztampową, całość, umiejętnie wplatają zagrywki symfoniczne i neoklasyczny klimat. Gitary Simona i Voithqa pięknie gniotą połamanymi riffami, z rzadka uderzając solosem czy melodią - wszak za elementy klasyki na "pychophenomenon" odpowiedzialny jest Matt zajmujący miejsce za syntezatorem. Bardzo agresywnie i czytelnie wypada sekcja w składzie Andi (bas plus growl) - Fil (bębny). Dołóżcie do tego "topową" produkcję braci Wiesławskich (Hertz Studio) i o efekt finalny możecie być spokojni!

Muszę przyznać, że ciężko jest o porównania. Czasem świta mi w głowie myśl, iż Element momentami przypomina Atrophia Red Sun (jest tak m.in. w jednym fragmencie "Sanctum")... Ale ciągle tylko przypomina. Było nie było, to ciągle jest brutalny jak jasna cholera Death Metal. Brawo - trzymać tak dalej!

Author: dooban

© Element 2007